Video

Multimedia

Hospicjum stacjonarne im św. Stanisława Papczyńskiego

We wrześniu 2007 roku odbyła się w Licheniu beatyfiakcja Założyciela Zgromadzenia Księży Marianów, ojca Stanisława Papczyńskiego, wielkiego orędownika dusz czyśćcowych. Błogosławiony powierzył założonemu przez siebie Zgromadzeniu troskę o dusze zmarłych, ale również troskę o to, by ci, którzy żyją byli dobrze przygotowani na śmierć.

Idea hospicjum idealnie wpisuje się w ten swoisty testament Założyciela. Dlatego też powstałe w Licheniu hospicjum nazwane Jego imieniem jest wotum dziękczynnym za dar beatyfikacji ojca Stanisława, której z polecenia Ojca św. Benedykta XVI dokonał watykański Sekretarz Stanu, kardynał Tarcisio Bertone. Podczas uroczystości poświęcony został kamień węgielny pod budowę hospicjum. Na zakończenie przy pomocy telebimu wszystkich uczestników beatyfikacji pozdrowił Papież Benedykt XVI i zwrócił się do Polaków w słowach:

"Dziś w Licheniu dokonuje się beatyfikacja założyciela księży marianów ojca Stanisława Papczyńskiego. Był gorącym czcicielem Niepokalanej Matki Boga, wielkim kaznodzieją i ojcem ubogich. Jednocząc się w modlitwie z uczestnikami uroczystości, Jego opiece zawierzam wszystkich, a zwłaszcza chorych i osoby w podeszłym wieku. Niech wam Bóg błogosławi".

Słowa Papieża udowodniły, że Hospicjum to krok we właściwym kierunku. Już w listopadzie 2007 roku rozpoczął się remont byłego klasztoru, w którym obecnie znajduje się dom hospicyjny. Prace budowlane trwały niemalże do końca 2008 roku. Uroczystość otwarcia i poświęcenia hospicjum odbyła się 6 stycznia 2009 roku, a przewodniczył jej biskup diecezji włocławskiej Wiesław Mering. Już następnego dnia przybyli do nas pierwsi podopieczni o charakterystycznych imionach Maria i Józef.

 

+2
46

Kazanie ks. Piotra Kieniewicza MIC z IV Niedzieli Wielkiego Postu, rok B

Łk 3:14-21
„A sąd polega na tym, że ludzie bardziej umiłowali ciemność”. To nie Bóg nas potępia, nie On nas odrzuca. To my wybieramy życie bez Niego - najpierw doczesne, a potem wieczne. On przebacza nam grzechy, a my niewiele dbamy o to przebaczenie, o jego cenę i zobowiązania stąd płynące. On udziela łaski, a my żyjemy, jakby Go w ogóle nie było. 
Co więcej może uczynić Bóg, by skłonić ludzkie serce do miłości? Czego jeszcze potrzeba, byśmy przyjęli Jego zbawienie? Dał swego Syna Jednorodzonego! Co jeszcze?!
No więc jeszcze można było jedno: wydać się w nasze ręce, dać się zabić, zmartwychwstać i przynieść w przebitych rękach nadzieję tym wszystkim, którzy są daleko. 
Jednego nie zrobi Bóg: nie zmusi nas do posłuszeństwa i wspólnoty życia. Nie zmusi, bo nie po to stworzył nas wolnymi, by niewolników z nas robić. Woli sam umrzeć z rąk naszych, wywyższony na krzyżu, by przyciągnąć do siebie wszystkich, by przyszli do Niego przynajmniej niektórzy. 
 
+0
16

poprzednia strona
12